Thagia i Kalifornia

Posted by Mikolaj (mikolaj_bielanski) on 22.12.2013
Góry >>

TAGHIA

Zarówno wrzesień jaki i październik bieżącego roku udało mi się spędzić na wyjazdach wspinaczkowych. We wrześniu byłem wraz z Michałem Mischą Brożyną (KS Korona) w marokańskim rejonie Taghia w górach Atlasu Wysokiego. Tamtejsze masywy sięgają około 3000m n.p.m. Dominujący nad wioską  Oujdad jest wysokości najwyższych tatrzańskich szczytów. Tamtejsze ściany mają wciąż duży potencjał do otwierania nowych dróg (mimo działalności Pioli…), dziewicze formacje np. filary  z licznymi okapami wciąż czekają na pierwszych zdobywców. Jest także sporo dróg do odhaczenia. Tamtejsza skała to wapień o świetnym tarciu. Można się wspinać zarówno po drogach ospitowanych jak i tradycyjnych (niezbędne są haki na większości z nich). Ściany sięgają od 200 do 800 metrów… aczkolwiek można by się pokusić o „wygenerowanie” kilometra wspinania w pionowej i miejscami przewieszonej północno-wschodniej ścianie Tagoujimt n’Tsouiannt, gdyby wystartowało się z samego dna wąwozu. Tamtejsze ściany są tak duże, ze podchodząc po drogę Baraka zaczęło mi się kręcić w głowie od rozglądania się dookoła...

My wspinaliśmy się po klasykach, nie obyło się bez wbicia się w inną drogę od tej, którą sobie założyliśmy - pozwolę sobie zwalić winę na nieaktualny przewodnik…

Jeżeli ktoś lubi eksplorować i ma ochotę na robienie nowych dróg lub tęskni za pasterstwem na szeroką skalę to Taghię bardzo polecam.

Podczas tego wyjazdu udało się zrobić:

Paroi des Sources - Fat Guides 7b+ 220 m PP

Paroi des Surces - Susurro Bereber 7b+ 285 m PP

Oujdad - Baraka 7b 685 m PP

Oujdad - Los Ratones Coloraos 6c+ (jedno miesce 7b RP) 400 m

Paroi des Sources - Le Reve D’ Aicha 6a+ 255 m OS

Timghazine - Canyon Apache 6c+ 280 m OS

 

Zdjęcia z obydwu wyjazdów TUTAJ

KALIFORNIA

Po powrocie do Polski miałem kilka dni czasu na przepakowanie się i wylot do Kalifornii. Wybrałem się tam w ramach programu Grupa Młodzieżowa Polskiego Związku Alpinizmu. Wraz ze mną uczestnikami wyjazdu byli: Sławek Szlagowski (KW Poznań), Mateusz Dejnarowicz (WKW Wrocław) oraz Piotr Sułowski (KW Warszawa).

Pierwotny plan zakładał miesięczny pobyt w dolinie Yosemite, tamże naukę wspinania w rysach oraz sztuki bigwallu. Plany pokrzyżował nam  government shutdown. Finalnie okazało się, że stało się bardzo dobrze ponieważ dzięki temu poznaliśmy świetny rejon - Calaveras Big Trees. Drogi na tamtejszej największej ścianie, czyli Calaveras Dome sięgają 450 metrów, wiodą zacięciami (amerykańscy wspinacze mówili nam, że to najpiękniejsze zacięcia w Kalifornii), rysami i kominami, na deser natrafiamy na lekko połogie i czasem ubogo obite płyty z wystającymi z nich grzybkami - tzw. knobsami. Nie skłamię, jeżeli napiszę, że droga Wall of the Worlds była jedną z najładniejszych w moim życiu.

Zwiedziliśmy także rejony znajdujące się nad jeziorem Tahoe, tamtejsze drogi są wybitnej urody (jednakże ze względu na ich skałkowy charakter nie warto tylko dla nich lecieć tyle kilometrów). Znalazłem tam drogę prawie idealną, był to klasyk z rejonu Lover’s Leap o nazwie Traveler Buttress (zamieszczony zresztą w słynnym przewodniku 50 Classic Climbs of North America). Jego doskonałość zepsuł offwidth na drugim wyciągu (fatalny dla takiego laika jak ja), za to pierwszy i trzeci wyciąg to mój ideał drogi wspinaczkowej, zwłaszcza kant na trzecim wyciągu, na ten ideał składa się mała a najlepiej zredukowana do absolutnego minimum ilość wysiłku fizycznego wkładanego w przejście przy jednoczesnej ekspozycji (nie uzyska się tego efektu np. na filarze Staszla vel Hajdukiewicza) co razem daje efekt poczucia odlotu. Znacie to?

Na końcu wylądowaliśmy w upragnionym Yosemite. Po zobaczeniu ściany El Capa, stwierdziliśmy, że musimy zrobić The Nose - najwybitniejszy czysto-skalny filar jaki widzieliśmy kiedykolwiek. Przejście tej drogi (w czwórkowym zespole) i w stylu big wall zajęło nam trzy dni - dwie noce biwakowaliśmy w ścianie, ostatnią noc spędziliśmy na wierzchołku. Udało się także przejść tamtejszy odpowiednik drogi Korosadowicza, czyli East Buttress. Słyszałem wcześniej, że granit w Dolinie bywa śliski, ale nie sądziłem, że można poczuć się miejscami jak w Dolinkach Podkrakowskich, tak właśnie prezentował się kluczowy wyciąg na tej drodze (ten efekt kumulowały dwie hakodziury…). Mimo tego smutnego faktu oraz tłumu turystów zachęcam do odwiedzenia Doliny, ja na pewno zamierzam tam wrócić.

Podczas tego wyjazdu udało się zrobić (wypisałem tylko drogi od trzech wyciągów w górę):

Gemini Crack, Hammer Dome, 5.10b 150m OS
Silk Road + High Life, Calaveras Dome, 5.11 330m RP
Wall of the Worlds, Calaveras Dome, 5.10c 300m OS

Magnum Force + Hospital Corner, West Wall of Lover's Leap, 5.10b 130m OS
Traveler Buttress, West Wall of Lover's Leap, 5.9 (offwidth) 180m OS

Nutcracker, Manule Pile Buttress, 5.8 180m OS
East Buttress, El Capitan, 5.10b 450m OS 5:30h
The Nose, El Capitan, 5.9 C2 900m, 3 dni

Wyjazd odbył się dzięki wsparciu finansowemu Fundacji Wspierania Alpinizmu im. Jerzego Kukuczki oraz Polskiego Związku Alpinizmu za co dziękuję. Ponadto chciałbym podziękować KW Zakopane za wsparcie w postaci sprzętu.

(autor tekstu: Krzysztof Korn)

 

Last changed: 22.12.2013 at 23:46

Back

Projekt i wykonanie VI4