Nie wchodząc na szczyt też można być szczęśliwym - po Manaslu czas na Lhotse (relacja Andrzeja Bargiela)

Posted by Mikolaj (mikolaj_bielanski) on 31.08.2012
Narty >>


Na Manaslu, ósmy szczyt ziemi leżący w północnym Nepalu, pojechałem w ramach projektu Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015. W siedmioosobowej grupie byłem najmłodszy i w porównaniu z kolegami byłem najniżej - mój rekord wysokości wynosił zaledwie 5642m i pochodził z zawodów Elbrus Race w 2010 roku. Wiedziałem jednak, że mam mocny organizm, jestem dobrze przygotowany i łatwo adaptuję się do wysokości.

Wyprawa miała mieć charakter szkoleniowy i umożliwić nam zdobycie doświadczenia na dużych wysokościach. Ja wziąłem ze sobą narty skiturowe by spróbować zjechać na nich ze szczytu. Z kolegów jeszcze dwóch miało narty, a pozostali zamierzali poruszać się tradycyjnie „z buta”.

 Na Manaslu drogi podejściowe są długie i wiodą przez rozległe śnieżne plateau. Przy dużych opadach śniegu, szczególnie wiosną, wzrasta zagrożenie lawinowe a wyprawy przemieniają się w oblężnicze wyczekiwanie okien pogodowych. Tak było i z nami. Do Samagaon z Kathmandu przylecieliśmy 12 kwietnia, skąd zrobiliśmy treking i wzięliśmy udział w uroczystej pudży. Bazę założyliśmy na wysokości 4800m npm, ale akurat na nasze przyjście spadło pół metra śniegu. Po tygodniu założyliśmy obóz I na wys. 5700m npm. Kilka dni później z Kamilem i Jarkiem donieśliśmy tam jedzenie i sprzęt, co zrobili też Jerzy, Grzesiek i Wojtek. Gdy oni spędzali noc w „jedynce”, zaczął padać śnieg i wszyscy musieliśmy przeczekać kilka dni w bazie.

I tak w sumie było cały czas - wyjście wyżej, założenie jednego obozu, noc, opad śniegu. Torowanie, wykopywanie zasypanych namiotów, zjazd  do bazy bo nie było sensu iść wyżej w nieustająco padającym śniegu. Tydzień, dwa, trzy…

Założyliśmy "dwójkę" na 6300m, poręczując trasę aż do 6700m. W święto pracy z Wojtkiem podeszliśmy na nartach do obozu I, gdzie pół dnia zajęło nam odkopanie namiotów spod 1,5 metra śniegu. Mieliśmy „domki” gotowe z powrotem na majówkę ;) Ale padało dalej, więc wróciliśmy do bazy, ja z Kamilem pobiegłem do Samagaon, a kierownik poszedł na wycieczkę.

Z Jarkiem, Kamilem i Wojtkiem założyliśmy „trójkę” na 6800m, około 10 maja Jarek, Grzegorz i Jerzy wynieśli depozyt na 7100m, po czym wróciliśmy do bazy. Ja zjechałem na nartach – były naprawdę bardzo dobre warunki narciarskie: dużo puchu
J



W połowie maja ruszyłem z Jarkiem, Grzegorzem i Kamilem na atak szczytowy. Cały czas padał śnieg i wiało, 16 maja wyszło słońce ale duża ilość śniegu spowalniała nas skutecznie. Po 6 godzinach torowania z „dwójki” doszliśmy na 6800m, odkopaliśmy namiot spod 2 metrowej warstwy śniegu i przenieśliśmy go na 7100m. O północy ruszyłem do ataku z Jarkiem i Kamilem, a Grzesiek został w namiocie. Po 4 godzinach torowania chłopakom zabrakło sił i motywacji, zatrzymali się na wysokości 7400m.
Ja przez godzinę samotnie doszedłem do wysokości 7600 m. Pół godziny rozmawiałem przez radiotelefon z kierownikiem, który nie chciał, bym wyżej atakował szczyt sam, przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo. Prosił, bym pomógł koledze, który zatrzymał się 200 metrów niżej. Zawróciłem, choć do szczytu było niedaleko, naprawdę blisko…

Wtedy udało mi się zjechać do bazy prawie 3000m w dół J na raz, w godzinę!

Kierownikiem wyprawy na Manaslu (8156m npm) był Jerzy Natkański, a pozostałymi uczestnikami: Rafał Fronia, Grzegorz Borkowski, Jarosław Gawrysiak, Kamil Grudzień, Piotr Snopczyński i Wojciech Sarna.

Jeszcze tam wrócę, tak sobie obiecałem. Zdobyłem doświadczenie, nie odmroziłem się, nie zawiodłem kolegów. Może dlatego już pod koniec sierpnia jadę na kolejną wyprawę. Tym razem próbujemy z Lhotse. Biorę narty, ten szczyt spróbujemy zaatakować w stylu alpejskim, szybko. Chcę przymierzyć się do rekordu wejścia Carlosa Carsolio, który wynosi 23h 50minut z bazy 5200m npm na szczyt 8516m npm.

Spodobało mi się w Himalajach, a połączenie wspinania i jeżdżenia na nartach z himalaizmem to moim zdaniem świetny kierunek ewolucji w górach wysokich. W naszym kraju tylko kilka osób brało narty w góry wysokie, min. Wojtek Kukuczka, ale był to sprzęt ciężki i niewygodny. Ja chodzę na lekkich nartach, które przyśpieszają poruszanie się, nie mówiąc już o przemieszczaniu się w dół . Na Manaslu poruszałem się wyłącznie na nartach również  podczas ataku szczytowego. Zjazd w takiej scenerii i przy takiej ilości puchu  to najprzyjemniejsza rzecz na świecie

Więcej zdjęć tutaj.

Newsy z wyprawy będą pojawiać się na http://www.polskihimalaizmzimowy.pl/



Last changed: 16.09.2012 at 13:13

Back

Projekt i wykonanie VI4